., Codzienność, Dziecko

(Nie)tylko dzieckiem matka żyje

Praca, częste spotkania ze znajomymi, imprezy, kursy, szkolenia i nagle…zachodzisz w ciąże. Z każdym kolejnym miesiącem coraz więcej czasu spędzasz w domu, rezygnujesz z wyjść lub wpadasz tylko na chwilę. Idziesz na zwolnienie. Ostatni miesiąc spędzasz w łóżku przekopując Internet i oglądając telewizję, żeby nie zwariować. W końcu na świecie pojawia się dziecko. Nagle ma prawie rok, a Ty zastanawiasz się, czy jeszcze potrafisz funkcjonować w społeczeństwie?

To krótki opis mojej sytuacji. Na pewno wiele z Was było aktywnych zawodowo do samego rozwiązania. Ja jednak, ze względu na wykonywany zawód i dość duże ryzyko wylądowałam szybko  na zwolnieniu. Przez ostatni miesiąc ciąży musiałam bardzo się oszczędzać, stąd to łóżko i brak jakichkolwiek dłuższych wyjść, czy odwiedzin.

PIERWSZE MIESIĄCE

Pierwszy miesiąc w trójkę pamiętam, jak przez mgłę. Wszyscy musieliśmy przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Ja ledwo żywa powoli dochodziłam do siebie…Pomimo tego chciałam mieć Zosię ciągle przy sobie. Nie mogłam się nacieszyć tym kochanym maleństwem. Czułam, jak buzuje we mnie instynkt macierzyński. W końcu to było spełnieniem moich marzeń.

Pamiętam, jak na początku drżałam, gdy ktoś chciał ponosić moje dziecko. Najchętniej w ogóle bym jej nie wypuszczała z ramion. Ale wiadomo, dziadkowie, ciotki, wujkowie też chcieli jak najwcześniej zostać częścią jej życia. Dawałam, ale bacznie obserwowałam każdy ich ruch;)

W okolicach 4 miesiącach sytuacja się zmieniła. Tylko czekałam, aż ktoś będzie chciał ją na chwilę zabrać, żebym mogła chociaż przez kilka minut odpocząć.

RODZICIELSTWO

W momencie, w którym zostaje się rodzicem życie zmienia się zdecydowanie. Od teraz jesteśmy odpowiedzialni już nie tylko za siebie, ale także za dziecko, które kocha nas bezwarunkowo. Ta bezbronna istotka będzie od teraz rozwijała się na naszych oczach, według naszych reguł i zasad. To wielka odpowiedzialność.

Dlatego wymaga równie wielu poświęceń. Zwłaszcza od matki, która musi odłożyć „siebie” na dalszy plan. Zrezygnować z dotychczasowego życia. Przez pierwsze miesiące jest tylko dla dziecka. To jest naturalne, instynktowne i sprawia dużo radości.

CORAZ DŁUŻSZY ŁAŃCUCH

Dziecko rośnie, łańcuch zwany karmieniem zaczyna się rozluźniać w momencie, w którym rozszerzamy dietę. Teraz już też inni mogą nakarmić Twoje maleństwo. Przerwy między karmieniami są coraz dłuższe itd… (czasem mam wrażenie, że mój łańcuch przyrdzewiał i nie może się odblokować).

POTRZEBY MATKI

W pewnym momencie nastąpił pierwszy kryzys. Przypomniałam sobie, że jestem odrębnym człowiekiem. Marzyłam o chwili dla siebie. Bez męża i córki. Nagle odezwały się niezaspokajane od dawna potrzeby.

Odkąd Zosia się urodziła byłam może ze 4 razy sama na dłuższych zakupach. Dwa razy spotkałam się z przyjaciółkami…. Marcin zaczął mnie wkurzać tym, że chodzi do pracy, studiuje, spotyka się z ludźmi, a ja nie mam do kogo otworzyć budzi.

ŻYCIE SPOŁECZNE

W lecie było dużo łatwiej, długie spacery, wypady do dziadków, wyjazdy. Teraz, gdy panuje ta cudowna zima, gdy ciężko wziąć głęboki oddech, bo ma się wrażenie, że smog zaraz wypali nam płuca. Czasem czuję się jak więzień we własnym mieszkaniu. Trochę oczywiście na swoje życzenie. Zaczęłam kompensować sobie te ubytki w życiu społecznych aktywnością na portalach społecznościowych i prowadzeniem tego bloga.

PIERWSZA IMPREZA

Ostatnio pierwszy raz dziadkowie zostali z Zosia wieczorem, a my poszliśmy na imprezę. Co prawda tylko na 4 godziny. Jak na początek dobre i to. Dziwnie się czułam. Od ruchu ulicznego i podróży autobusem rozbolała mnie głowa.  Ta chwilowa odskocznia okazała się bardzo dobrym pomysłem. My trochę wyluzowaliśmy, a Zosia w najlepsze bawiła się z dziadkami. Ani razu nie zapłakała, a gdy przyszliśmy to już słodko spała.  Byliśmy w szoku, jak babci udało się ją uśpić? Oczywiście w nocy obudziła się jeszcze z 6 razy na cyca;)

Chyba pora zacząć powoli wracać do życia. Na macierzyńskim człowiek trochę „dziczeje”. Zapisaliśmy Zosie na sensoplastykę i gordonki. Ja też coś znajdę dla siebie…już zaczęłam ćwiczyć i czuję się dużo lepiej. Myślę, że to będzie korzystne również dla mojego dziecka. Częściej będzie przebywało wśród rówieśników. Zobaczy, że dłuższe zostawanie w domu z tatą, czy dziadkami jest równie fajne, co z mamą. Czasem wydaje mi się, że ja mam większy lęk separacyjny niż ona;)

Trzymajcie za nas kciuki

 

 

7 thoughts on “(Nie)tylko dzieckiem matka żyje

  1. Wszystko w swoim tempie 🙂 Też to przechodziłam – nadal przechodzę – i wiem, że dla dziecka nie ma nic lepszego niż szczęśliwa mama, a chyba żadna z nas nie jest taka spędzając cały czas w domu. Trzymam kciuki i polecam jak najwięcej wychodzenia „do ludzi” również z dzieckiem 🙂

  2. Oj pamiętam jak to było na początku z małymi dziećmi. Też zdziczałam kompletnie i ciężko było mi wrócić do rzeczywistości dorosłego człowieka. Cały czas się tego uczymy i powoli przyzwyczajamy naszych rodziców do zostawania z naszą trójką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.